Prawdziwa sielanka

Dosłownie w takich słowach można ująć atmosferę jaka panowała dzisiaj podczas drugiego dnia drugiej rundy Pucharu Warszawy i Mazowsza w Rowerowej Jeździe na Orientację. Pogoda jak marzenie, trasy chyba ciekawe i wymagające. Udało się w bardzo ciekawy sposób przeprowadzić start zawodników rywalizujących na trasie czarnej, bowiem praktycznie 90% zawodników wypuszczałem w interwale startowym 3 minuty za wyjątkiem Huberta on miał interwał 4 minutowy i walka na trasie była porywająca.

Nie było tzw. tramwajów, ale zawodnicy widzieli się nawzajem i mogli na bieżąco oceniać który wariant pokonania danego odcinak był lepszy, a tych wariantów, jak się okazało po analizie przejazdów, było naprawdę sporo. Dystans jaki pokonywali najlepsi wynosił ok. od 28.8 do 31.3 km. Fajnie było, bo wszyscy na mecie na gorąco mogli przeanalizować swoje warianty.

Jednak w dniu dzisiejszym górą były nasze piękne panie. Jako pierwsza na trasę czerwoną wyruszyła Karolina i była bardzo niezadowolona, że tak bardzo przegrała wczoraj na dystansie średnim z Adamem. Ruszyła więc ostro, jednak dość szybko wróciła na linię mety, gdyż złapała gumę. No i tu się zaczęła cała batalia osób aktualnie będących na mecie, aby dokonać wymiany dętki - okazało się to nie lada wyzwaniem bowiem nijak nie chciała zejść z obręczy oponka. Suma sumarum operacja zajęła bagatela ponad pół godziny, ale udało się. Karolina po tym całym zamieszaniu zgłodniała i musiała uzupełnić kalorie i powiedziała, że jak ostatnio była w serwisie, to nie potrafili jej zmienić dętki. Po czym po namowach ruszyła ponownie od początku na trasę czerwoną. Chciała niebieską, ale nie wyraziłem na to zgody i jak się okazało słusznie bowiem osiągnęła najlepszy wynik na trasie czerwonej w dniu dzisiejszym.

Drugą damą, która poszła w ślady Karoliny była Joanna. Jednak tutaj na mecie czekał mąż i nie było zabawy w wymianę opony, tylko po prostu Joasia wsiadła na rower Rafała (co prawda w zwykłych butach, a pedały były zatrzaskowe) i popędziła na trasę podobnie szybko jak Karolina i wygrała rywalizację na trasie niebieskiej. Tak wiem takie sytuacje są tyko możliwe do realizacji podczas Pucharu.

Tradycyjnie największą grupę startujących stanowiły rodziny ze swoimi pociechami i tu jak zawsze nikt na nic nie narzekał, a jeszcze wielu było mało pokonania trasy i pojechało na wycieczkę zwiedzić zaporę. Wyniki i aktualna klasyfikacja na stronie cyklu, a kolejne ściganko za tydzień w Chotomowie. Gorąco zapraszam!

Komentarze

Trasa czerwona miała ciekawy

Trasa czerwona miała ciekawy rozkład, szczególniei jeśli chodzi o przejazd z 12 na 13 punkt. Z tego co pamietam z przed kilku lat, to tam był płot. Czy w tamim wypadku najbardziej optymalny wartiant to skakanie przez płot, czy dziura w płocie czy może objazd dookoła od wschodu? :)

Najbardziej optymalny wydawał

Najbardziej optymalny wydawał się objazd dookoła od wschodu, zwłaszcza, że PK 13 był trochę dalej w kierunku północnym. Chyba, że ktoś lubi przedzierać się przez krzaki to może by znalazł krótszy wariant, ale wątpię aby był on szybszy.

Mój ślad z niedzieli z trasy

Mój ślad z niedzieli z trasy czerwonej.

Przejazd pomiędzy PK 5 i 7 jest przykładem jak nie należy jeździć i co to znaczy ignorowanie kompasu (który miałem na nadgarstku !!!). Zamiar był dobry. Z PK 5 miałem jechać na południe i tuż przed linią wysokiego napięcia skręcić w lewo. Skręcić skręciłem tyle, że dużo za wcześnie (bo wyglądało to na ścieżkę, która zgodnie z mapą zaraz się kończyła). Jakoś odszukałem PK 6 i przedzierając się przez las w kierunku wschodnim miałem zamiar dotrzeć do asfaltu. Jak widać zniosło mnie na południe (a cały czas w zasięgu wzroku mam kompas, ale go ignoruję) i to w pobliże PK 7 (!). Dotarłem do asfaltu, więc kieruję się w prawo i jadę do łuku w lewo, który mam w zasięgu wzroku, gdzie będzie skrzyżowanie. Dojeżdżam do tego łuku (zgodnie z mapą) i widzę, że brak jest skrzyżowania z asfaltem po prawej stronie (gdzie miałem skręcić), a zamiast długiej prostej zaraz jest łuk w prawo. Okazało się, że jestem w innym miejscu niż mi się wydaje (pomyłka o 90°), szybko lokalizuję układ szosy na mapie i wracam na prawidłowy kierunek jazdy. I w ten prosty sposób straciłem sporo minut do Karoliny.

Gdyby nie te zawiłości na PK7

Gdyby nie te zawiłości na PK7 to Twója jazda byłaby na pewno bardzo dobra.

Ja patrząc jeszcze na ewentualne inne możliwości, widzę jakiś tam zysk na odcinku PK9 - PK10. Cofnięcię się z PK9 do tarktu i skęt w kierunku południowo zachodnim (przeciwnie do Twojego kierunku) a dalej w pierwszą w prawo i osiągnąłbym szybciej asfaltową drogę. Długość wydaje się ta sama ale szybkość dotarcia do PK10 z mogłaby być trochę krótsza.

Tak czy inaczej, zazdroszę i życzę powodzenia w kolejnej rundzie, być może Chotomowie :) Pozdrawiam